Zaznacz stronę

A więc, tak. Nie da się ukryć, że póki co moja systematyczność dodawania nowych treści, na blog, po prostu leży.  Tak, jak wspomniałem już na samym początku, jeszcze przez pewien okres z tą regularnością może być ciężko. Ponieważ, nie mam jeszcze konkretnie przemyślanej formy tego bloga.   Jednakże, po nieco dłuższym okresie ciszy, nadszedł czas na kolejny wpis!

Jak już pisałem, obecnie sam przechodzę, przez dość trudny okres. I brak systematyczności, nie odnosi się tylko do dodawani kolejnych not. Mimo wszystko, trochę się ostatnio dzieje ponieważ od niedawna zacząłem współpracować z całkiem nowymi ludźmi. Tym razem są to już osoby, z miasta, w którym mieszkam, więc zobaczymy jak to pójdzie dalej. Teraz jednak, nie będzie o tym, a, o czymś, co miało miejsce w ten weekend. Ponieważ jak dla mnie, to jest po prostu konkret.

Otóż, pamiętasz jak w poprzednim wpisie, pisałem o tym jak zmarnować szansę, i zrobić tak aby „łaska nie siadła”? Podawałem wtedy, przykład nie udanego spotkania z Krzyśkiem.. Jak się później okazało, być może uda nam się jednak spotkać, przy okazji kolejnej zbliżającej się wielkimi krokami imprezy. – Także fajnie

W każdym razie, ten weekend również był mega! #nie gadaj,rób!

A, to, dlatego, że odwiedziły mnie akurat dziewczyny, z minionego turnusu w Dąbrowicy. Więc wiadomo, że było fajnie, spotkać się znowu! Tym bardziej, że ani jedna, ani druga nie mieszkają zbyt blisko mnie, więc musiały zrobić trochę tych kilometrów.. A, jednak, mimo wszystko je zrobiły, jak dla mnie mega sprawa!

Tak, więc, od piątku do niedzieli, mieliśmy dom pełen ludzi, i chociaż pojawiały się trudności komunikacyjne( cały czas męczy mnie nie doleczony kaszel ) i nie wszystko udało się ogarnąć tak jak byśmy chcieli. – To i tak sam fakt ich odwiedzin, był dla mnie super przeżyciem!

Tak właściwie, to zabawne jest to, że sam pomysł tego przyjazdu, wyszedł najpierw od dziewczyny, z którą na samym turnusie, nie zamieniliśmy zbyt wiele słów.. Tak naprawdę, to ona po prostu siedziała na stołówce, na przeciwko mnie.. i robiła kanapki, to wszystko!  Nie było między nami praktycznie, żadnej szerszej rozmowy.. Po prostu któregoś dnia spacerując zapytała mnie czy smakowały mi kanapki, które zrobiła  a, że w tamtej chwili, szła z nami jeszcze jedna dziewczyna, która zanim zdążyłem zareagować, wypaliła z uśmiechem, że „prawdopodobnie jej są lepsze”, to ja z takim samym uśmiechem, nie wiele myśląc powiedziałem, że właściwie tu się zgadzam, a do koleżanki pytającej mówię „ale spokojnie, twoje są drugie!..  ” – Tak, wiem można było to trochę inaczej ująć.

W każdym razie od tego, wszystko się zaczęło, i nasza pierwsza rozmowa, tuż po turnusie, zaczęła się również pytaniem o te kanapki  – Tak, więc to jest naprawdę zabawne, że tak mała niepozorna rzecz, może przerodzić się w coś, tak fajnego, jak kilometrowe jazdy samochodem, aby spędzić trochę czasu razem  Bóg, naprawdę potrafi zaskakiwać, i musi mieć niezłe poczucie humoru! ^.^

Przypomniało mi się.

Koniec, końców, wspólnie z moim rodzeństwem, które również było w domu, wybraliśmy się na pizze i coś mocniejszego. Objeździliśmy miasto, a na koniec w niedziele, razem z dziewczynami poszliśmy na msze.  Kazanie było akurat o tym, aby nie tylko mówić o pomocy, a faktycznie wprowadzać swoje słowa w czyn! I tak sobie o tym myśląc, stwierdziłem, że kurcze dokładnie to samo zrobiły te dziewczyny! Tzn. Justyna i Kasia, czysta ewangelia!

Z drugiej strony, dzięki tej wyprawie , po raz kolejny w życiu, uświadomiłem sobie, że Bóg naprawdę nie czeka na to, aż my staniemy się w końcu lepsi.. Nie, On będzie pomagał , nawet wtedy kiedy czujesz, że gdzieś odstajesz i nie jest już tak dobrze jak było. Będzie Ci pomagał, nawet wtedy, kiedy sami czujemy się podziurawieni jak sito, a w sercu mamy lej po bombie!

Wniosek? Nie gadajmy tyle, jak powinno być, tylko róbmy to, a będzie dobrze!

Do następnego razu!

Ale może ktoś powiedzieć: Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków(Jk 2,18)