Zaznacz stronę

Kiedyś, ojciec Adam Szustak, podczas jednych z rekolekcji użył takiego sformułowania, że trzeba zrobić wszystko tak, aby “łaska siadła”. Dzisiaj jednak postanowiłem, że odwrócę nieco tę perspektywę i będzie o tym, dlaczego bywa tak, że “łaska nie siada” ?

Do napisania, tego tekstu znowu skłoniły mnie wydarzenia z ostatnich kilku dni. Mianowicie, jakiś czas temu otrzymałem od znajomego informacje, że niedługo będzie w okolicy, bo jego kolega bierze ślub. Tak więc, ustaliliśmy, że skoro tak, to pasowałoby się spotkać gdzieś przy okazji, bo nie widzieliśmy się już ze 4 lata..

Trochę historii..

Tu od razu warto zaznaczyć, że ja całą informacje dostałem już ponad miesiąc temu. Więc co by nie powiedzieć, byłem mega zadowolony z takiego obrotu spraw, bo gościa bardzo lubię. Zresztą pomógł mi te 4 lata temu, spełnić marzenie, które trwało we mnie już od czasów kiedy chodziłem do gimnazjum.. Chodziło o wyjazd do Krakowa, w celu spotkania się z moją znajomą jeszcze z czasów, gdy interesowałem się klimatami rodem z Japonii. (Może, napisze o tym kiedyś więcej)

W każdym razie. Krzysiek(bo tak ma na imie), już po niecałym miesiącu od rozpoczęcia znajomości, napisał do mnie na fb krótkie: “Cześć, Mateusz! słuchaj, myślałem, o tym co mi opowiadałeś ostatnio i mam propozycje. Dawaj zrobimy sobie tripa, do Magdy, do Krakowa!”  – Dla mnie to był totalny szok! Gość, dosłownie w ciągu miesiąca, umożliwił mi wyjazd na spotkanie ze znajomą, z którą chciałem się zobaczyć od kilku już lat. (Zawsze coś się nam psuło jak planowaliśmy to sami)

To była mega przygoda! Wyruszyliśmy wtedy z Warszawy, gdzie akurat byliśmy razem na Festiwalu:) Dołączyła do nas jeszcze  nasza wspólna znajoma Agnieszka, dziewczyna z Łodzi, i tak w trojkę pojechaliśmy na Kraków! Takie cuda, i złożoność zdarzeń to tylko Bóg potrafi ogarnąć, nie ma innej opcji!

Teraz już wiesz, dlaczego opcja ponownego spotkania z Krzyśkiem tak mi się spodobała, równy gość i tyle!

Jednak, coś poszło nie tak..

Natomiast, teraźniejsze nasze spotkanie, które miało się odbyć w minionym tygodniu. Niestety, ale koniec, końców do skutku, nie doszło nad czym ubolewam bardzo. Nie udało nam się spotkać, ale nie z powodu braku czasu, bo czas był, tylko dlatego, że ja nie do końca opanowałem sytuacje..

To znaczy trzeba przyznać, że ostatni czas, nie był i zresztą nadal nie jest zbyt łatwy.. Ostatnio w moim życiu, wydarzyło się trochę sytuacji, które w mniejszy czy większy, sposób odbiły się na mnie w różnych sferach. Krótko mówiąc, nie wszystko jest, tak jak bym chciał by było, są rzeczy/projekty, które planowałem zrobić już wcześniej. Ponieważ, głęboko wierze w sens konkretnego dzieła.

Mimo wszystko, jak na razie sprawy tak rozciągają, że ciężko stwierdzić, kiedy ostatecznie się uda. Poza tym,  ostatnio, mam nieodparte poczucie, że pewien etap mojej drogi powoli dobiega końca, i aktualnie jestem na etapie myślenia jaki powinien być następny krok. I co dalej?

Żeby tego było mało, po ostatnim moim wyjeździe, okazało się, że muszę odwiedzić lekarza, bo przechorowałem trochę i aktualnie jestem na zastrzykach.. (ale spokojnie jest już lepiej, wszystko pod kontrolą.) 🙂  Fakt, jest jednak taki, iż tak jak wspomniałem, jestem teraz w takim punkcie, w którym cały czas próbuje, odnaleźć właściwy kurs, dla drogi którą mam obecnie iść. Dlatego też, ten blog, nosi nazwę Światło w Ciemności, ponieważ od pewnego już czasu, poszukuje mając jednocześnie dojmujące poczucie potrzebnej zmiany.

Widzisz ten prosty przykład Krzyśka, z którym nie udało mi się tym razem spotkać, dał mi do myślenia. Otóż, uświadomiłem sobie, że można tak skupić się na własnych problemach, dolegliwościach i sposobach ich rozwiązania, według własnej myśli, iż w konsekwencji może dojść do sytuacji, w której nie daje się już Bogu, miejsca, na działanie.

To znaczy, można tak wtopić się w siebie. We własne pomysły, plany na życie, uczucia, nawet jeżeli chodzi o działania związane z Kościołem, że zgubimy właściwą hierarchię. W takich właśnie chwilach, można dojść do błędnego zresztą wniosku. Takiego, że Bóg przestał działać, bo nie widać aby pomagał, nie czuje się natchnień i tak dalej, po prostu jakoś ta cała “łaska nie siada”..

Wszystko zaczyna się robić coraz trudniejsze, a w głowie coraz częściej pojawiają się wątpliwości. W końcu, już nie rozmawiasz z Bogiem, a co najwyżej sam ze sobą, z własnym Ja! To jest mega ciężki moment, coś o tym wiem! Sam przez to przechodzę, i nadal po tylu latach uczę się odróżniać własne myśli i pragnienia, od tych, które pochodzą od Niego..

W ostatnim jednak czasie, przekonuje się zresztą bardzo dotkliwie o tym, że w momencie w którym, skupiam się bardziej na własnej wizji działań niż na Jego pomyśle. – To po prostu tracę..

Spotkanie z Krzyśkiem,  mogłoby się bez problemu odbyć i jestem pewny, że to byłby mega motyw 🙂 Ja jednak za bardzo skupiłem się na próbie, ogarnięcia czegoś co i tak, póki co jest poza moim zasięgiem. Moje Ja, wygrało i łaska nie siadła, chociaż mogła! 🙂

I na koniec..

Pamiętaj więc czytelniku drogi. Pan Bóg jest siewcą, który nigdy nie przestanie siać! Poza tym, Gość jest o tyle dziwny, że sieje , gdzie popadnie, tu akurat nie ma znaczenia czy ktoś na to zasługuje czy też nie.  On, chce sypać i sypie swoje dary, każdemu z nas. To, że nie każdy, potrafi je dostrzec i docenić w swoim życiu, może  właśnie wynika z tego, że my wcale nie gadamy z Nim, a jedynie ze sobą?

Pomyśl, o tym i dobrego dnia!

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka.  Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia.Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je.  Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!»(Mt 13, 1-9)