Zaznacz stronę

A, więc tak. Skoro Boże Narodzenie i Sylwester już za nami. Można już całkiem spokojnie, usiąść, do nowego, a zarazem pierwszego wpisu w tym roku. Zapraszam! 

I znowu, można by napisać o dalszym braku regularności, co do pojawiania się kolejnych treści. Wszak ostatni materiał pojawił się jeszcze w październiku, a potem już długo, długo nie było nic.

Jak już kilkakrotnie zaznaczałem, ten miniony 2018 rok, był dla mnie dosyć ciężki i to pod wieloma względami.

Zarówno duchowo jak i fizycznie, oberwałem dość mocno, ale tak naprawdę to nie była kwestia tylko 1 roku. A, bardziej dwóch ostatnich lat. W sensie już 17-ty, a nawet i 16-ty, aż do 18-ego, były dla mnie czasowo bardzo ciężkimi latami.

A, jednak ,mimo wszystko, takimi, w których dokonało się również wiele dobra w moim życiu.

Na przestrzeni tych dwóch lat, poznałem można by rzec wielu kolejnych wspaniałych ludzi. A, z niektórymi osobami, zawiązałem dość bliskie relacje, trwające zresztą i umacniające się, aż po dzień dzisiejszy. I, to jest, coś, co mogę zdecydowanie nazwać dobrem!

Udało mi się zresztą, ponownie zwiedzić kawałek świata, bo byłem przecież kolejny raz, za granicą. W ramach wspomnianych już we wcześniejszych wpisach, misji ewangelizacyjnych z młodzieżą z Pabianic.

Również to samo w sobie, mogę zaliczyć do ciekawej jak i fajnej przygody. Niosącej zresztą za sobą pewne ważne, chociaż trudne dla mnie doświadczenia..

W tym czasie powstawał również, materiał na moją pierwszą w życiu książkę!

Książkę, w której opisałem, jak najlepiej tylko potrafiłem, całą swoją historię życia. – To znaczy od momentu narodzin, aż do chwili obecnej. Jest tam zarówno opis tego, jak wyglądało moje życie i jego nastawienie przed nawróceniem. A, jak się zmieniało już po moim nawróceniu. Krótko mówiąc, jest to także, a może nawet przede wszystkim świadectwo życia. Tyle, że z perspektywy osoby od urodzenia niepełnosprawnej fizycznie.

Wiem, że w naszym kraju, ba nie tylko w naszym kraju, ale ogólnie na świecie. Takich historii, osób, które by mówiły o wierze w Boga, będąc niepełnosprawne wciąż brakuje. Dlatego właśnie ten materiał powstawał, aby zaświadczyć, że On, potrafi wejść, w każdą historię życia człowieka i ją naprawić!

Tekst jest już napisany, czeka w gotowości na czas swojej publikacji. Jednak, tu pojawiło się kilka czynników, które powodują opóźnienia w dokończeniu ostatecznego wydania.

Mimo tych trudności, mam jednak wewnętrzne przekonanie, że czas który poświęciłem na przygotowanie materiału, nie pójdzie na marne i w odpowiednim momencie, po prostu będzie tak jak trzeba. Zresztą, ile razy myślałem, aby dać spokój, tyle razy, dostawałem konkretne sygnały aby nie rezygnować, ale próbować dalej. A, więc nie rezygnuje, ale zostawiam to swojemu biegowi wydarzeń i czekam  – Trzeba przyznać, to mnie uczy wręcz ogromnej cierpliwości i nie tylko.

Przechodząc dalej

te dwa lata bardzo dotkliwie i jednoznacznie pokazały mi, że sam z siebie, nie jestem wstanie wiele zdziałać. I o ile polegam na własnej wizji życia i jego pomysłowości, tyle razy upadam na twarz i będę upadał.. Krótko mówiąc bez Boga, czuje się i wiem, że jestem jak wrak, dosłownie!

Nie będzie żadnym nadużyciem stwierdzenie, że przez ostatnie dwa lata czułem się coraz bardziej zmęczony i w końcu nawet zniechęcony. Co powodowało coraz większe oddalenia się od Tego, który mi tak wiele darował i nauczył żyć na nowo.

Nie chce tu teraz wszystkiego opisywać, dlatego, że ten wpis musiałby być naprawdę długi, a nie taki był zamiar. Zresztą w tej chwili jest to po prostu zbędne.

Poza tym miniony rok, tak jak wspomniałem na początku, był dla mnie dość ciężki pod względem chorobowym. Od pół roku, łapały mnie jakieś dolegliwości, które pojawiały się jedna po drugiej.. Doszło do tego, że w pewnym momencie zostałem skierowany na oddział(na który koniec, końców i tak nie poszedłem). W końcu, udało mi się wyjść z tych problemów zdrowotnych, ale trwało to praktycznie aż do końca tego roku.

Najważniejsza jest zresztą sama nauka i to, czy potrafimy podejmować refleksje nad tym, co się dzieje w naszym życiu, wyciągając odpowiednie wnioski.

W moim przypadku, stało się tak, iż przez pewne wypadkowe, zaczął się u mnie pojawiać żal do pewnych osób(Którego zresztą początkowo sam nie dostrzegałem, albo po prostu ignorowałem go twierdząc, że samo mi przejdzie).

Potem jednak pojawiała się złość, brak zrozumienia i akceptacji sytuacji, przez którą później sam wpadłem w problemy. Aż, po dość długotrwałe zniechęcenie, które powodowało, że zacząłem się powoli odsuwać od wszystkiego, nawet modlitwa mi nie szła. Efektem tego stanu, było zresztą powstanie tego bloga(nazwa nie wzięła się znikąd). Czułem się po prostu tak, jakby wszystko traciło barwy, no i na ogół była głucha cisza..

Jednocześnie, cały czas, mimo wszystko mając w pamięci to co przez ostatnie lata, zmienił w moim życiu Bóg, czego w nim dokonał.

Cały czas trwałem w przekonaniu, że On jest i czuwa, mimo tego, że ja sam nie ogarniałem już nic..

Na koniec 2018 roku, postanowiłem w końcu zniknąć z socialmediów na cały adwent, w czasie którego starałem się poukładać, to, co ostatnio mocno zaniedbywałem. Wróciłem do rozmowy z Nim. Poza tym z uwagi na to, że z pewną grupą osób otwieramy działalność, jest trochę pracy i załatwiania różnych spraw(o tym będzie w swoim czasie). Krótko mówiąc grudzień był dość aktywny, ale to też dobrze.

Jednak jest jeszcze coś, co dla mnie osobiście jest mega ważne! Otóż, rozważając to co się ostatnio działo.. Bóg przypomniał mi również, o tym, że w tym właśnie 2019 roku, mija pierwsze 10 lat, od kiedy się nawróciłem! Potem mogłem dopiero z tej perspektywy czasu, zobaczyć jak wiele sie w moim życiu już dokonało dobra. Ile dzięki Niemu się nauczyłem, ilu poznałem wspaniałych ludzi, których On mi cały czas podsyłał do pomocy..

Przypomniał mi też o tych, z którymi ostatnio miałem problem. Oni jednak w swoim czasie również dołożyli swoją cegiełkę w procesie mojego nawracania się. 

Każdy człowiek, którego miałem w tym czasie okazje poznać coś mi od siebie dał, w jakiś sposób pomógł i to jest fakt!

Gdy to sobie uświadomiłem, dopiero do mnie dotarło, że trzymając w sobie jakąkolwiek złość czy uraz względem kogoś. Sam się zaczynam tak naprawdę zamykać na przyjmowanie dobra, a jeżeli sam tego dobra nie przyjmuje to koniec końców, coraz ciężej idzie to dobro dawać.

Kończąc ten wpis.

Napisze tylko jeszcze, że mimo tego, iż naprawdę nie wiem co się wydarzy w tym 2019 roku. Z czym będzie trzeba się zmagać, jakie decyzje podjąć i że momentami, może być znowu po prostu ciężko. To chcę jeszcze bardziej iść za Nim, bo wtedy wiem, że cokolwiek się wydarzy. On mi zawsze poda dłoń, żebym nie utoną. 

A, każdemu kto, ze mną, był, jest i będzie na tej drodze po prostu dziękuje! Przepraszam, przy okazji tych, dla których w ostatnim czasie, nie byłem wstanie poświecić tyle uwagi i dobrej woli ile powinienem.

Na zakończenie, fragment z Wyznań sw.Augustna, którego ostatnio czytam.

Kto lekceważy rzeczy nieznaczne, powoli upada..


Wyznania św.Augustyn z Hippony

Nie trzymaj w sobie złości człowieku, ale przebaczaj, bo nie ma lepszego leku! Pokój i do następnego, Amen!